BUDAPESZT ( Wystawa Klubowa - Karakan 2008 i Wystawa Europejska
To był cudowny czas w Budapeszcie ! Wielką sprawą jest przez dwa dni oglądać tak wiele pięknych psów ! Węgrzy mieli do zorganizowania dwie wielkie kynologiczne imprezy w ciągu jednego weekendu i zrobili to. Zrobili to bardzo nieporadnie , bo szeroko rozumiany bałagan organizacyjny dawał się we znaki na każdym kroku. Brak informacji sprawiał, że wystawcy często wręcz intuicyjnie musieli szukać punktów, gdzie można było załatwić formalności. Nie pomagał przy tym fakt, że na Węgrzech chęć uczenia się języków innych niż ojczysty , nie jest raczej popularna .. Małe ringi ( szczególnie na wystawie europejskiej ), to jakieś nieporozumienie! Pewną nowością była ocena bez opisu, to akurat znakomicie usprawniło pracę w ringu i zaoszczędziło cennego czasu. Mimo tego, formalne potknięcia nie przysłoniły najważniejszego i jako uczestnik, widz , czuję się usatysfakcjonowany.
Nie był to dla mnie i mojego psa sukces wystawowy. Dwie oceny doskonałe, bez lokaty trudno uznać za wielki wyczyn, jednak udział Jangala w Budapeszcie uważam za połowiczny sukces.
Jak często bywa na wystawach europejskich, światowych organizowanych w tych częściach Europy, ringi zdominowane były przez psy zza wschodniej granicy. To one nadawały ton całej imprezie i to one najwięcej wygrywały. Sędziowie dość zgodnie oceniali stawkę , porównując oceny z wystawy Klubowej i Europejskiej. W moim subiektywnym odczuciu, praca arbitrów była jak najbardziej profesjonalna ( poza drobnymi wpadkami ). Oczywiście jak to bywa na ringach całego świata, byli i niezadowoleni ( ba ! ) , byli i tacy, którzy próbowali przekrzyczeć aplauz widzów i krzyczeli do sędziego: „ Buuu ! Buuu ! You don’t know this breed , you don’t know this breed” :-) Tymi krzyczącymi tradycyjnie byli wystawcy , którym nie udało się stanąć na lokatach. Nieco zniesmaczył mnie widok Azjaty stojącego na stole ( niczym piesek do towarzystwa ) , który był poddawany zabiegom pielęgnacyjnym , ale z racji że praktykowali to Włosi .. przymknąłem oko znając stopień pedanterii tego narodu ;-)
Chcąc porównać te wystawy, do tych organizowanych w naszym kraju, zwróciłem uwagę na jeden ważny element. Poza frekwencją , raziła w oczy równość ! Psy wychodziły na ring i nawet laik, nie musiał przyglądać się z lupą i encyklopedią, aby stwierdzić, że na tym ringu oceniane są Owczarki środkowoazjatyckie! Były psy w nieco lepszej formie , były też w gorszej, ale większość ( ze sporadycznymi wyjątkami ) równo i zgodnie reprezentowała Azjaty. W Polsce na 3 psy w stawce, czasami ciężko stwierdzić czy to już BIS-y i ocena przedstawicieli różnych ras , czy może pomyłka wystawców, którzy pomylili godziny sędziowania. Automatycznie porównuje się to wydarzenia z „światówką” w Poznaniu i mimo iż niewiele czasu minęło, to odnoszę wrażenie, że coś się ruszyło, że coś się zmieniło, bo w Budapeszcie widziałem wiele pięknych Ałabajów, a w Poznaniu niestety była ich znikoma garstka.
Do domu wróciłem niezwykle usatysfakcjonowany. To była znakomita lekcja , warsztaty dla tych którzy pragną się rozwijać i pracować nad dobrem rasy.
Przy okazji pragnę serdecznie podziękować wszystkich tym z którymi spędziłem w Budapeszcie świetny czas. Nie wolno zapominać, że najważniejszy jest człowiek, a dopiero za nim powinny stać psy.